Cztery błędy rodzicielskie

Motto Dnia

Istnieje tylko jedna droga do innych ludzi - droga serca.
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30

Imieniny


Dzisiaj jest: Czwartek
22 Listopada 2018
Imieniny obchodzą
Cecylia, Jonatan, Stefan
Do końca roku zostało 40 dni.
Zodiak: Skorpion

Wśród błędów wychowawczych, popełnianych przez rodziców najczęściej, można wymienić cztery, które wydają się mieć decydujące znaczenie dla formowania charakterów dziecięcych. Pierwszy opiera się na założeniu, że najpierw musimy poznać różne nowoczesne techniki wychowawcze; drugi nie uwzględnia zmian cywilizacyjnych i społecznych w obranej strategii formacyjnej; trzeci przecenia znaczenie emocji w kształtowaniu najmłodszych; czwarty demonizuje wagę pieniądza w edukacji.

 samowychowanie

Skuteczne oddziaływanie pedagogiczne wiąże się z posiadaniem autorytetu. Większość rodziców, zamiast rozpocząć wychowanie od siebie, rozpoczyna od poznania różnych technik wychowawczych. Słowem – koncentruje się na różnych sposobach oddziaływania na dziecko.
Punktem wyjścia powinna być jednak refleksja, co powinniśmy najpierw zmienić w sobie, żeby być wzorem dla naszych dzieci? Czy mamy silny charakter? Czy potrafimy nad sobą zapanować? Nad jakimi wadami musimy w pierwszej kolejności pracować, a nad jakimi pochylić się w drugiej kolejności? 

 Młodzież zwraca uwagę na zgodność tego, co mówimy, z czynami. Jeśli chcemy formować moralnie naszych synów czy córki, a palimy papierosy, nadużywamy alkoholu, nie panujemy nad nerwami, używamy wulgaryzmów, wówczas przestajemy być wiarygodni i trudno nam będzie przekonać nasze dzieci, aby doskonaliły swój charakter.

Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jesteśmy dla nich wzorcami do naśladowania? Jeśli nie, to – niezależnie od wieku – niezbędna będzie systematyczna praca nad sobą. Od dziś mamy ku temu nową motywację – musimy pokonać siebie nie tylko dla własnej satysfakcji, ale przede wszystkim dla tych, których chcemy wychowywać.

Zaangażowanie, zamiast „jakoś to będzie”

W opinii wielu rodziców szkoła, a właściwie funkcjonujące w niej grupy rówieśnicze, psują im dzieci. W domu są potulnymi, grzecznymi synami i córkami, a gdy zaczynają chodzić do szkoły – coś się w nich zmienia. Wiele jest w tym racji. Trudno obronić tezę, że współczesna szkoła nie ma negatywnego wpływu na zachowania młodzieży. Wpływ ma, ale pytanie brzmi: czy decydujący i determinujący?

Istnieje bowiem druga strona medalu, którą już przed wiekami w prostym zdaniu opisał rzymski wychowawca Kwintylian: „[...] rozpuszczone i zepsute dzieci błędów tych nieszczęsnych nie nabywają w szkole, lecz je do szkół zanoszą!”. Jest to bardzo przytomna uwaga: dzieci są rozpuszczane i psute głównie w domu, a nie w szkole! Tam, w grupie rówieśniczej, wcześniej zaszczepiona wada znajduje odpowiednie warunki rozwoju. Zrzucenie zatem winy na zewnętrzne instytucje „okres buntu”, „hormony”, „towarzystwo”, w wielu przypadkach służy tylko samousprawiedliwianiu rodziców.

Zadajmy sobie pytanie: dlaczego nie każde dziecko ulega wpływom grupy rówieśniczej? Dlaczego niektórzy potrafią oprzeć się negatywnemu wpływowi kolegów? Choć odrzuceni, trwają jednak przy swoich poglądach – mają charakter! Odpowiedź: bo w domu otrzymali odpowiednią formację.

Na czym polega ten błąd rodziców, który prowadzi do ukształtowania słabego charakteru? Zazwyczaj tkwi on w pewnej manierze wychowawczej. Otóż mają oni skłonność do wychowywania dzieci techniką: „jak leci”. Po prostu żyją, dając przykład lub antyprzykład swoim zachowaniem. Wygląda to dokładnie tak, jak przed wiekami: dzieci kręcą się „przy gospodarstwie domowym”, powoli dorastając i ucząc się (teoretycznie) głównie przez odwzorowanie ról. Jednak taki schemat wychowawczy już dzisiaj się nie sprawdza. Różnica polega na tym, że dawniej w tę rodzinną idyllę nie ingerowali obcy: nie było komputera, telewizji, nawet książki były starannie dobrane, aby nie gorszyły maluczkich. Wystarczyło, że rodzice tylko dobrze żyli, a syn czy córka w sposób naturalny odwzorowywali ich sposób bycia.

Nie emocje a cnoty

Jednym z podstawowych sloganów wychowawczych współczesnych czasów jest twierdzenie, że w wychowaniu najważniejsza jest więź emocjonalna między rodzicami a dziećmi. Jednak dosyć często zdarza się, że rodzice, tak oddani swoim pociechom, są równocześnie bezradni wychowawczo, spełniając niemal wszystkie zachcianki dzieci.

„Ślepa miłość” zapomina, że dorastający „bobasek” wymaga stanowczości i konsekwencji, by okiełznać jego niepokorną naturę. Do „miłości” dołącza psychiczna miękkość, czyli pewna słabość charakteru, która nie pozwala przeciwstawić się synowi czy córce i każe przymykać oczy na dziecięce wpadki. Ma też skłonność do wyręczania („niech ma w życiu lepiej, niż my”, „jeszcze się narobi”), zapominając przy tym wszystkim o tym, co najważniejsze: o formowaniu cnót. Brak podstawowej kindersztuby ujawni się dopiero w okresie późniejszym.

Złudzenie wielu rodziców opiera się na przekonaniu, że skoro obdarzają dziecko uczuciem, to ono nie będzie „takie, jak inne”, ono będzie wyjątkowe. Na skutki nie trzeba długo czekać. Zazwyczaj, gdy syn czy córka wchodzą w okres dojrzewania, pojawiają się niepokojące zachowania, które bynajmniej niewiele mają wspólnego z miłością. Rodzicielski pupilek staje się opryskliwy, burczy coś pod nosem, ma swoje ciemne sekrety. Skąd to się wzięło, skoro miłość ma rodzić miłość?

 Owa „miękkość” i „miłość” przynosi swoje gorzkie owoce. Podkreślmy jeszcze raz: przyczyną jest oparcie wychowania na „więzi emocjonalnej”, a nie na formowaniu cnót. Emocje pomagają w kształtowaniu sprawności moralnych, ale są tylko drogą do celu.

Charakter przed wiedzą praktyczną

Wbrew powszechnemu mniemaniu to, co najważniejsze w kształceniu młodego pokolenia, nie zależy od zasobności naszych portfeli. Żeby to zrozumieć musimy odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: Jaki jest zasadniczy cel edukacji? Czy jest nim zdobycie zawodu: lekarza, prawnika, biznesmena? Czy możewyposażenie w „narzędzia” dające szanse na przyszłe… zbawienie? Dla katolików głównym celem jest bez dwóch zdań – zbawienie! 

Zadajmy sobie następne pytanie: czy do zdobycia Nieba pieniądze są koniecznie potrzebne?. Wniosek: pieniądze nie mają większego znaczenia! Nasze dzieci nie muszą trenować tenisa, chodzić na dodatkowe zajęcia z angielskiego czy fortepian, aby otrzymać od nas to, co najważniejsze.

 Rodzice praktycznie w każdych warunkach mogą kształtować u dzieci cnoty i formować charakter, niezależnie od posiadanych majętności. 

Nie neguję, że realnym problemem może być kształtowanie sprawności intelektualnych i zdobywanie wiedzy praktycznej, która przydaje się do dostatniego życia, a o której mówi się zazwyczaj w kontekście „równego startu”. Ale pamiętajmy, że uformowany charakter daje siłę osiągnięcia określonych celów życiowych, w tym zdolność do uzupełniania wiedzy, gdy już pojawią się takie możliwości. Dążmy zatem do odpowiedniej formacji intelektualnej najmłodszych, starajmy się naszym pociechom dać solidne wykształcenie, ale, gdy nie będziemy mogli pokonać „ściany”, nie zapominajmy o chrześcijańskim charakterze, świętości, miłości i jej owocu – mądrości, które zawsze są w naszym zasięgu.

bezpieczne wakacje 180 150pobrane (1)105897pobranebaner0logocropped ZDJ 2014 09 09 14.09.34 300x163logolo logopobrane (3)pobrane (2)